XXV Bieg Powstania Warszawskiego

Zapraszam na krótką jak trasa na 5 kilometrów relację z drugiego biegu w ramach IMG_1755Warszawskiej Triady Biegowej „Zabiegaj o pamięć” organizowanej przez Warszawskie Centrum Sportu Aktywna Warszawa, czyli XXV edycji Biegu Powstania Warszawskiego. 

Zanim przejdę do samego biegu, kilka słów tytułem wstępu, bo niewiele brakowało, a IMG_1757zostałbym w sobotni wieczór w domu… i to nie z jakichś ciekawych powodów, ale właśnie z takich bardzo nieciekawych. Podobnie jak przez większość kraju w mojej podwarszawskiej okolicy też przetoczyła się popołudniu solidna nawałnica. I tu objawiają się wady mieszkania blisko lasu. Większość linii energetycznych przebiega (nomen omen 🙂 ) w jakimś stopniu przez las właśnie. No i jeszcze przed zakończeniem burzy odcięło nas od cywilizacji opartej na prądzie. Wieczór, małą trzeba kąpać, a tu ciemno, piec też nie działa… (skończyło się na wyprawie w niedzielny poranek po mały agregat, żeby chociaż lodówka pracowała). Dobrze, że chociaż Asia zachowała spokój. No fakt, piec ma zasobnik więc woda na kąpanie Oli była, ciemno jeszcze za bardzo nie było, stwierdziła, że przecież sobie poradzi. I tak zostałem na bieg wyprawiony.

Pojechałem więc, ale przez te wątpliwości już tak trochę na styk. Po drodze jeszcze złapałem deszcz. No i jechałem dłużej niż zakładałem. Najpierw naiwnie w okolicy Intraco szukałem miejsca parkingowego, ale po jednej rundce odpuściłem. Skorzystałem z parkingu partnera biegu (CH Arkadia). Stamtąd nerwowym krokiem udałem się na Konwiktorską. Było już naprawdę późno, jakoś po 20. A tu jeszcze przebrać się, depozyt, siku… Aaaaaaa… nie znoszę takiej nerwówki dlatego zawsze wszędzie jestem za wcześnie. Nigdy więcej! Tym sposobem, nawet nie próbowałem szukać Ilony z Mamy ruszamy i Tata na treningu, z którymi luźno się umówiłem, żeby może wreszcie się poznać poza światem Insta i FB 🙂 .

O ile naprawdę lubię biegi z Triady ze względu na ich atmosferę, o tyle wczoraj sprawę spaprała pogoda. Ta ulewa i burza przegoniła pewnie sporo kibiców (uczestników pewnie też). W zeszłym roku pomimo upału, była naprawdę świetna piknikowa atmosfera. Siłą rzeczy było też widniej. Tym razem niestety mokro, trochę parno, później też zimno i kolejny deszcz. Dodatkowo mam takie spostrzeżenie dotyczące dystansu 5 km, na którym startowałem. Wszyscy, którzy piszą o biegu na 10 km, wspominają o dogłosach, jakiś rekonstruktorach… Kurcze, ja mijając kolejne zakręty trasy myślałem nawet, że tylko z okazji 60 rocznicy powstania były one na biegu i w tym już ich nie ma. Wniosek – ten dystans jest traktowany trochę po macoszemu. Mi w tym roku na krótszym dystansie brakowało powstańczej atmosfery.

IMG_1751Założenie na bieg, było takie, że skoro jestem nieprzygotowany to pobiegnę tak, żeby na mecie nie umierać. Czyli w moim przypadku utrzymując tempo trochę poniżej 5 min/km. Trasa była mokra, ale całe szczęście jak dla mnie niezbyt śliska, nawet na brukowanych fragmentach, szczególnie ślimaka na Karowej (wiem, że później na biegu na 10 km było gorzej). Biegło mi się dobrze. W drugiej częściIMG_1752 trasy na Wisłostradzie, odczułem trochę duchotę, ale o dziwo podbieg Sanguszki i finiszowy fragment były już bardzo dobre. Końcowe 23:16 nie powala na kolana, ale biorąc pod uwagę okoliczności jestem bardzo zadowolony. Dziękuję też na miłe słowa na Insta.

Podsumowując, bieg udany. Okoliczności pogodowe już trochę mniej. Atmosfera i oprawa biegu na 5 km też mogły by być lepsze. Następny start to może jakaś połówka w drugiej połowie sierpnia lub we wrześniu. Zależnie od okoliczności pracowych, które ostatnio mnie nie oszczędzają.

Dodaj komentarz