Walentynkowe „zrób to sam”… Czyli jak ogarnąć wanienkę?

Mam nadzieję, że tytuł was zainteresował. Dziś znowu zahaczymy o ojcostwo.

Tak, tak… wiem, że dziś amerykańskie święto różowej komercji będące wypełnieniem marketingowej pustki pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą, znaczy Walentynki, ale sorry. W naszym obecnym stanie (konkretnie bardziej stanie mojej żony) trochę już za późno na romantyczne uniesienia. Poza tym już jakiś czas temu doszliśmy z żoną do wniosku, że jest 364 innych dni w których można być mniej mainstreamowym niż dziś 🙂 i np.: iść na obiad do restauracji, do kawiarni, na spacer czy nawet razem pobiegać. Zatem wpisu Walentynkowego nie będzie.

Ale wracając do głównego tematu dzisiejszego wpisu. Jednym z niezbędnych elementów wyposażenia nowego członka rodziny jest wanienka. Ale jak jej wygodnie używać? Tak aby nie stać nad kąpanym maluszkiem w niewygodnie zgiętej pozycji? Rozwiązanie – stojak pod wanienkę!

Ale jak się okazuje, sprawa nie jest jednak taka prosta i oczywista. Przeglądając zasoby internetu nie znalazłem takiego stojaka, który spełniałby nasze oczekiwania. Albo za niskie (chyba na kolanach trzeba by w nich działać), albo niepewnej konstrukcji (chybotliwe), albo jak już nawet te dwa parametry były ok, to cena zaporowa… i jeszcze jedna rzecz – gdzieś to znowu trzeba postawić!

W związku z tym, zgodnie z moim podejściem zacząłem kombinować…

No i wymyśliłem sprytne rozwiązanie ( zawsze byłem skromy 😀 ). Postanowiłem ulepszyć, a w zasadzie upgradować przewijak jaki kupiliśmy u pewnego skandynawskiego producenta mebli. Wykonałem tak samo ekologiczną konstrukcję, polakierowałem, skręciłem i ta…damm:

wanienka

Stabilnie, odpowiednia wysokość, tanio 🙂 w bezpośrednim sąsiedztwie centrum dowodzenia 🙂 (przewijaka). No i najważniejsze: kiedy nieużywany stojaczek jest złożony, nie przeszkadza i nie potrzebuje dodatkowego miejsca do przechowywania. Mam też nadzieję, że sprawdzi się w praniu… znaczy kąpieli 😉

Zrobienie stojaka zajęło mi w zasadzie może dwie-trzy godziny plus czas na przygotowanie do malowania i schnięcie kolejnych warstw lakieru. Żona jest zachwycona (w sumie to mi wyszedł prezent na te Walentynki 😛 ) ja też zadowolony z efektów.

A kiedy już dzieciaczek wyrośnie z takiego sposobu mycia, w łatwy sposób można moją konstrukcję od przewijaka odkręcić i rozmontować (podobnie jak rzeczy od skandynawskiego producenta). Hmm… może zrobić z tego małoseryjną produkcję i sprzedawać w necie :)…

4 odpowiedzi do “Walentynkowe „zrób to sam”… Czyli jak ogarnąć wanienkę?”

Dodaj komentarz