Tata biega… po pieluchy ;)

sweetJak już poinformowałem Was jakiś czas temu za pomocą Facebooka jestem wreszcie godny miana zapisanego w tytule bloga… Tata.

Na początku brzmiało to trochę przerażająco. Tata… Ojciec… Ale teraz jakoś się już z tym oswoiłem. Bo przecież nie ma niczego wspanialszego niż rodzicielstwo! Po tych ledwie kilku dniach już jestem o tym przekonany. A przecież jeszcze tyle wspaniałych chwil przede mną…

Wiem, wiem… Nie codziennie będzie różowo (choć mam słodką córeczkę 😉 ), ale przecież wszyscy wiemy, że prawdziwemu tacie nic nie jest straszne! A już takiemu, który mierzy się z maratonem, tym bardziej. Teraz, kiedy pojawiło się to małe szczęście, nic nie wydaje się niemożliwe…

…no może za wyjątkiem regularnego, pełnowymiarowego treningu. W tygodniu, w którym pojawiła się mała, nie zrobiłem żadnego treningu. W tym udało się do tej pory zrobić dwa. A weekend przed nami, więc na razie jest obiecująco. Jednak nie mam wątpliwości, że napisanie w podsumowaniu lutego o przekroczeniu pewnej liczby kilometrów było bardzo pobożnym życzeniem 😀 i nie będzie możliwe do zrealizowania.

Trochę tytułem wyjaśnienia i usprawiedliwienia. Oczywiście nie ja rodziłem (żona ma gorzej, bo musi wytrzymać bez sportu jeszcze przynajmniej 6 tygodni) ale przez cały tydzień byłem naprawdę padnięty i to bez treningu. To zaskakujące ile spraw trzeba załatwić wokół narodzin dziecka. I nie mam tu na myśli przygotowań np. w domu, a takich jak sprawy urzędowe, szpitalne, itp. Sporo to zajęło i czasu i sił.

Poza tym, jak się trenuje to wypadałoby jeść i pić. Cóż, przez kilka dni trochę o tym zapominałem i kończyło się to potężnymi bólami głowy. Później ogarnięcie dziewczyn już w domu i tak tydzień uleciał. Ten był już nieco lepszy pod każdym względem. Naprawdę sporo się już nauczyłem, pomagam ile mogę. Żałuję tylko, że nas facetów omija karmienie piersią :P, bo wtedy mógłbym jeszcze bardziej wesprzeć żonę.

Na razie z córą jest całkiem nieźle. Docieramy się. Jednak wiem też na pewno, że moja wiosna biegowa będzie nieco mniej intensywna niż to pierwotnie planowałem. Po prostu, są sprawy ważne i ważniejsze. A teraz najważniejsza jest córeczka.

Przygotowania do startów realizuję wtedy kiedy czas i siły na to pozwalają. Podobnie aktywność blogową 😛 Na pewno wiosenne starty w #warsawhalf i #orlenwarsawmarathon wykonam na luzie. Jak wyjdą takie będą. Może do jesiennych uda mi się przygotować lepiej.

Tymczasem trzymajcie kciuki za moją działalność ojcowską!

Jedna odpowiedź do “Tata biega… po pieluchy ;)”

Dodaj komentarz