Podsumowania, plany… Trochę tego i trochę tego!

Dzisiejsze szuranie, pierwsze od maratonu w Poznaniu (o którym pisałem tutaj), przywołało natłok myśli. Czy mi się jeszcze chce to robić? To, że odkładam maraton na sezon już wam pisałem, ale chwilowo mojej głowie jest bliżej do kupienia PS4 pod choinkę niż nowych butów do biegania czy zegarka. Czy to koniec biegania w wykonaniu tata-biega.pl???

Nic z tych rzeczy! Faktycznie chyba nie mam na razie do tego serca. Ani myślę rozpisywać kolejny plan katorgi na najbliższe pół roku. Na to przyjdzie jeszcze czas. Bo szczerze mówiąc dopiero zdążyłem się zorientować, że mijający sezon był najintensywniejszym jeśli chodzi starty od początku mojej przygody z bieganiem.

Ja wiem, że dziesięć startów nie zrobi wrażenia na dużej części z was. Ale dla mnie to naprawdę sporo. W tym były dwa maratony, triathlonowa olimpijka, półmaraton i kilka krótszych startów. Do każdego z nich trzeba się było przygotować. Przebiec, przepłynąć czy przejechać tą „pańszczyznę”. Więc z drugiej strony „Brawo Ja!”. Skoro chciało mi się wtedy to może jeszcze chęci wrócą…

fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

Na razie nie analizowałem jakoś specjalnie tego co było złe, a co dobre w mijającym sezonie przygotowań. Pewnie jeszcze to zrobię, ale raczej w zaciszu mojego Movescount. Na tą chwilę dobre było to, że udało się tyle tego upchnąć. A złe… No cóż. Choróbska, ale na te nie mam wpływu. Mam wpływ na systematyczność. Nietrzymanie „michy”. Słabą strukturę ciała. Wagę.

Może uporanie się z tymi elementami pozwoli na powalczenie z maratońską życiówką w 2019 roku z lepszymi efektami niż miało to miejsce w mijającym sezonie. Zdałem sobie sprawę z tego, że skończył się dla mnie czas samoczynnego progresu. Nie będzie już PB na każdym starcie. Żeby zbierać, trzeba owszem zasiać, ale to już nie wystarczy. Jak pisze Pan Jerzy Skarżyński trzeba też zaorać…

No i właśnie ja muszę zacząć orać zanim zacznę siać…

Trochę się przeraziłem, tym co właśnie napisałem. Ale tak. Żeby zebrać jakiś sensowny wynik trzeba będzie nieźle siebie zaorać. I to nie koniecznie w treningu czysto biegowym. Dlatego w 2018 skupię się na krótszych dystansach, bo wiem, że do maratonu nie przygotował bym się tak jak należy. Między innymi z uwagi na okoliczności jakie obecnie zapanowały w domu. „Mierz siły na zamiary” to będzie motto na przyszły rok. Zabrakło mi tego w 2017. Dzięki tej zmianie mam nadzieję być zadowolonym z nadchodzącego sezonu.

Czy to znaczy, że jednak z 2017 nie jestem zadowolony? Tak jak pisałem, jestem z liczby startów. Z ich jakości już mniej. Ale żeby poprawić element jakościowy muszę poprawić te elementy o których pisałem wyżej. Jeśli to się uda to w 2019 będę gotowy do walki o 3:30 w maratonie.

No tak, miało być też troszkę o planach. No więc pozbieramy połówki do korony. Na razie łatwiej o pierwszą cześć sezonu. Wyglądać to ma tak:

  • 25/03 – Półmaraton Warszawski
  • 22/04 – Bieg Oshee (o ile tak się jeszcze będzie nazywał)
  • 13/05 – Półmaraton Białystok

Później trochę może po triathlonuję. Tu jeszcze nie wiem dokładnie gdzie i na jakich dystansach. Za wyjątkiem 5150 Warsaw, na które już jestem zapisany 🙂 . Na razie myślę o takim planie:

  • 27/05 – Elemental Triathlon Series (Sprint) Olsztyn
  • 10/06 – 5150 Warsaw Triathlon
  • 01/07 – II WTÓRPOL Triathlon Skarżysko-Kamienna
  • 14/07 – II Chęciny Triathlon (1/4 IM)

Dalej to już raczej ciułanie połówek do korony. Na razie myślę o o Wałbrzychu 19/08, Pile 02/09 i Gnieźnie 16/09. Ale to jeszcze zależy od oficjalnego kalendarza korony (i innych czynników 🙂 ).

Także plan na 2019 też ilościowo jest okazały. Ile z niego uda się osiągnąć napiszę wam za rok 😉 . Co do celu sportowego – to go nie ma. Będzie biegane na pełnym luzie. Bez spinania się na wynik. A co z tri? No warszawę będę poprawiał, a przynajmniej próbował.

Trzymajcie kciuki. A może macie coś do polecenia? Nie krępujcie się i zostawcie komcia!

Dodaj komentarz