Ostatki, ostatki… na każdym polu.

No i mamy ostatki 2015.

W wersji najbardziej tradycyjnej po raz drugi w ciągu niecałego tygodnia opychamy sięracuchy wszelkiej maści słodkościami 😀 Ja mam dziś na rozkładzie m.in. domowe drożdżowe racuchy usmażone przez moją kochaną żonkę.

Ale tak naprawdę ten symbol jakim są ostatki mogę dziś odnieść jeszcze przynajmniej do dwóch spraw.

Po pierwsze to takie nasze z żoną ostatki bycia tylko we dwoje. Jeszcze tylko chwila i nasze stadko się powiększy 🙂 a życie wywróci do góry nogami. Tak mówią, a ja jeszcze wciąż łudzę się, że nie będzie tak źle i jakoś to ogarniemy. Co ja piszę… Jestem przekonany, że tak właśnie będzie!

Po drugie to ostatni moment aby przestać wypierać wiosenne starty i na poważnie wziąć się do solidnego treningu – jak to mi dziś całkiem słusznie napisała w jednym komentarzu Marta Biega. Tak. Pozostało 40 dni do 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego, a formy w moim przypadku jak na razie próżno szukać. Jedyne co chwilowo znajduję bezbłędnie to ciastka i kolejne zbędne kilogramy na wadze.

Właśnie dlatego zamierzam ten czas wykorzystać możliwie jak najlepiej. Znamienne 40 dni postu… Rzeczywiście, może uda się zracjonalizować dietę po zimowym obrastaniu w tłuszczyk. Było by miło.  Ale na płaszczyźnie biegowej wręcz przeciwnie! Intensyfikacja. Jakość. Moc. Objętość. Choć chciałbym przede wszystkim spróbować wykonywania treningów na wyższych rejestrach, tak aby poprawić szybkość. Niż tylko klepać kolejne kilometry. Mam nadzieję, że mimo nadchodzącego małego tsunami 😀 plan uda się wykonać i nie przynieść córce wstydu wiosennymi startami. Choć raczej robienie życiówek zostawiam na jesień…

Zatem z jednej strony ostatki. Ale z drugiej przed wieloma z nas biegaczy także początki… Trzymajcie się dzielnie swoich planów i nie dajcie się kuszeni przez ciastki 😉

Dodaj komentarz