Koniec i początek… i Bieg Niepodległości

Chciałbym tym wpisem zamknąć pewien etap. Czyli sezon 2015. Podsumować go. Wyciągnąć pewne wnioski. Otworzyć kolejny. BN2015Czyli sezon 2016. Powiedzieć co robię na jego progu. Co zamierzam robić dalej. A dla urozmaicenia napisać wam dwa słowa o moim udziale w Warszawskim Biegu Niepodległości. A zatem zaczynajmy…

Zacznijmy od końca. 11 listopada jak zapewne wielu z Was uczciłem Święto Niepodległości startem. Warszawski Bieg Niepodległości zgromadził jak zwykle mnóstwo uczestników i sympatyczną atmosferę. Wśród wszystkich tych Biegaczek i Biegaczy – ja. Ja i mój brak formy. A plany były ambitne – życiówka. Ale nie byłem w stanie tak szybko wrócić z formą. Na poprawianie się przyjdzie jeszcze czas.

IMG_2528Zacząłem wprawdzie ambitnie, ale organizm później to zweryfikował. Druga część dystansu to już była walka o nie zatrzymanie się i zwyczajnie parcie na dobiegnięcie. I nie ma tu za wiele więcej do powiedzenia. Trasa prosta jak strzała. Prawie płaska. Do tego wbrew prognozom była rewelacyjna pogoda na bieganie. Nie wiało, było wystarczająco ciepło. Nic tylko spinać poślady i robić wynik.

No ale nie dla mnie. Ja doczłapałem na 47:18. Odebrałem medal, iso, banana. Kurteczka iIMG_2529 do autka, wracać do dziewczyn. Fajną sprawą – dla odmiany od mojego ostatnio ciągłego marudzenia – było jednak domknięcie tym startem Warszawskiej Triady Biegowej „Zabiegaj o pamięć”. To taki mały sukcesik tego sezonu.

Ale ten bieg dał mi też ważną informację zwrotną. I tu przechodzimy płynnie do podsumowania sezonu ’15. Bardzo ważną ale oczywistą. Łatwiej biega się mając mniejszy balast (zdjęcie obok, które zrobił mi pomocny kolega na biegu zdołowało mnie zupełnie), a tych kilka miesięcy rozpasania pozostawiło po sobie ślad, głównie w okolicach pasa. I znowu czeka mnie nierówna walka ze strukturą masy ciała. Z samą masą pewnie też. Ale o tym dalej.

IMG_2509Porządkując medale z zawodów dokonałem zaskakującego odkrycia. W tym roku, pomimo długich przerw i w zasadzie bez treningów wystartowałem w większej liczbie zawodów niż w 2014 roku 8|. Ciekawe… A może właśnie konsekwencja nie trenowania. Więcej startów bez spiny. Na krótszych dystansach. Więcej rekreacji.

Niestety także zdecydowany regres formy. Utrata wytrzymałości. Bardzo wysokie tętno. Odzwyczajenie się od regularności treningowej. Tak jak już wcześniej Wam pisałem inny okres – inne priorytety. Sezon słaby biegowo, ale wspaniały życiowo. Kocham ten mój Ladies Gang :D.

Sezon 2016 zaplanowany jest już bardziej systematycznie. Treningi pod konkretne starty. Regularność. Walka ze zbędnym tłuszczem i masą. Wiosenny maraton. Jesień jeszcze niesprecyzowana. Zima solidnie przepracowana. Taki jest plan. Nie powiem – dość ambitny. Do tego plan obejmuje też nie zaniedbywanie dziewczyn. Ciekawe czy uda się to wszystko pogodzić…

Na razie realizuję można powiedzieć przedplan. Taki pod 10 km. Żeby łatwiej wrócić do systematycznej pracy. Może popracować odrobinę nad szybkością, której też brakuje. Idzie mi całkiem nieźle. Z treningu na trening tętno spada. Można optymistycznie patrzeć na przód. Oby tylko zdrowie trzymało się tak jak do tej pory i samozaparcie nie malało. A pod choinkę zacznie się już większa praca pod wiosenny Orlen. To dopiero będzie wyzwanie!

Tymczasem pozostaje mi wierzyć, że te ambitne plany uda się ze wsparciem najbliższych zrealizować. A jakbyście i Wy potrzymali za mnie kciuki to też na pewno nie zaszkodzi.

Dodaj komentarz