Forest Run – relacja

Zgodnie z kilkukrotnymi zapowiedziami na Instagramie oddaję w Wasze ręce relację z IMG_2101biegu Forest Run. który odbył się 19 września w Mosinie koło Poznania, a bardziej konkretnie, przebiegał po malowniczych duktach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Impreza została przygotowana przez Agnieszkę Korpal i ekipę Poco Loco Adventure & Hostel. Dla bardziej ekstremalnych biegaczy znaną z organizacji Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego im. Tomka Kowalskiego. Ale wierzcie mi, tej dziś przeze mnie opisywanej też niczego nie brakowało, ale o tym dalej.

A2Ponieważ zazwyczaj biegam w Warszawie lub jej bliskich okolicach, to ta sobota była prawdziwym wyzwaniem. Spod domu do Mosiny planner pokazał nieco ponad 300 km w jedną stronę… Bieg na krótkiej trasie, z którą mieliśmy się zmierzyć razem z moim kolegą Łukaszem, startował o 10:30. Zatem, jakby nie liczyć z przystankami trzy godziny wychodziły jak nic. Czyli pobudka o 5, śniadanie startowe, herbata w termo kubek i o 6 w drogę! Całe szczęście, że jest już po czym śmigać i podróż autostradą A2 była szybka, bezproblemowa i nawet przyjemna (nie licząc wizyt na punktach poboru opłat :P).

Na miejscu byłem punkt 9, akurat żeby obejrzećTata_biega&Lukasz start największych hardkorowców tego dnia, którzy mierzyli się z trasą 50+. Chwilę wcześniej dotarł też Łukasz z rodzinką, więc dalej na miejscu kręciliśmy się już wspólnie (ja niestety tym razem byłem jeszcze bez moich dziewczyn). Zaraz potem poszliśmy odebrać pakiety. Biuro było usytuowane obok miejsca gdzie miała być meta, a był to jak się okazało spory kawałek od parkingu i miejsca startu. Sama strefa mety, była usytuowana wokół Stacji Turystycznej WPN Osowa Góra i było to zdecydowanie więcej niż przysłowiowy balon. Opowiem o o tym później. Po odebraniu pakietów i przebraniu się potruchtaliśmy na rekonesans mety. Jak miało się okazać później, to co widzieliśmy to nie była nawet połowa podbiegu ciągnącego się do samej mety…

Wyjeżdżając z domu nie za bardzo wiedziałem czego się spodziewać pogodowo.
Tata_biega_na_starciePrognozy prognozami, ale różnie to bywa. Wziąłem nawet przeciwdeszczówkę. Ale gdy już byłem na miejscu, pogoda była wprost fantastyczna. Można by powiedzieć, że nawet lepsza do piknikowania, niż do biegania. Zrobiło się, bardzo ciepło, pełne słońce, na krótką trasę do wytrzymania, na dłuższych pewnie bardziej dokuczliwa.

Wystartowaliśmy. Początkowo było z górki, więc pociągnęliśmy nawet trochę za szybko, bo sporo poniżej 5 min/km. Ale już od drugiego kilometra trzymaliśmy tempo ok 5’10”-5’20” min/km. I tak ładnie ciągnęliśmy aż do niemal 10 kilometra, po drodze zaliczając dwa punkty odżywiania (które z resztą były naprawdę na wypasie). Sama trasa naprawdę fajna. Kilka długich podbiegów, jeden na trasie mocno stromy (drugi taki przed metą). No i malownicze krajobrazy. Leśne lub polne, a nawet kilka jezior śródleśnych po drodze. Muszę przyznać, że Wielkopolski PN jest naprawdę urokliwy Całe szczęście, że większa część trasy była zacieniona, co w tych warunkach pogodowych nie było bez znaczenia.

Na_trasie3 Na_trasie2 Na_trasie1

Niestety dość wysokie tempo jak na kolesi, którzy za bardzo się nie przygotowali, dało znać o sobie w najgorszy z możliwych sposobów. Na jednej z zacienionych, wąskich ścieżek wzdłuż mijanego jeziora, Łukasz zahaczył o jakiś korzeń i zaliczył upadek. Szybko się pozbierał ale niestety musiał podkręcić lekko staw skokowy bo zasygnalizował, że go boli (dobrze, że nie spuchło) co odbiło się naturalnie na dalszym tempie biegu. Od 10 km do ostatniego podbiegu przed metą (która była jak się okazało nieco dalej niż po 12,5 km, a konkretnie po 13,3) ciągnęliśmy już po ok. 5’45”-6’00”. Natomiast ostatni podbieg, to już zupełnie inna historia. Nie będę przytaczał tempa, ale powiem tylko, że wyglądał on jak zaorana, pełna luźnych kamieni Agrykola i była to ostatnia rzecz o jakiej można marzyć po 12,5 km intensywnego crossu.

profil_trasy Do_mety

Jakoś udało wdrapać się na górę, a tam już tylko szampany, fajerwerki i inne wodotryski ;). A poważnie, fajne medale (drewniane), picia ile komu było potrzeba (nawet lokalne piwo!), dla dłuższych tras także w pakiecie posiłek regeneracyjny. Po ukończeniu zawodów na wszystkich dystansach zaplanowane było też ognisko (na którym ja już nie zostawałem). Po_meciePoza głównymi eventami czyli biegami na trzech dystansach wokół mety trwał prawdziwie rodzinny piknik. Zabawy dla dzieci, hachia_ultramaki, stoiska sponsorów (od Natural Born Runners kupiłem wreszcie batony Chia Charge i pierwszy numer magazynu Ultra). Bardzo fajna rodzinna
atmosfera, może za rok uda się pobiec coś dłuższego i zabrać ze sobą moje dziewczyny.

W miasteczku biegowym było też podium i ceremonie dekoracji zwycięzców drewnianymi (a jakże) pamiątkowymi pucharami i zagrodami rzeczowymi (dla pierwszej szóstki Pań i Panów na każdym dystansie). Nie omieszkaliśmy też skorzystać z okazji i zrobić sobie zdjęcia na podium, kto wie może za rok wrócimy na nie już na legalu :P.

Medal Na_podium Puchary

Podsumowując to była naprawdę udana sobota. Zarówno sportowo jak i towarzysko. Myślę, że naprawdę wrócę tam za rok, a na razie plan jest taki, żeby wziąć udział w zimowej edycji Forest Run (23+) zaplanowanej na luty 2016.

A w troszkę bliższej perspektywie, czyli za tydzień, będę miał przyjemność wziąć udział w imprezie Run Blog Fest organizowanej w ramach Maratonu Warszawskiego przez Adidas i portal Polska Biega. Co udało się dzięki wygranej w konkursie instagramowym.

 

Dodaj komentarz