Czy zostając tatą można pozostać biegaczem?

Ponieważ od kiedy na świecie pojawiła się Ola, czyli najwspanialsza mała osóbka jaką IMG_1856mógłbym sobie tylko wyobrazić, minęło już prawie pół roku mogę Wam już co nieco powiedzieć jak to jest z tym moim obecnym byciem biegaczem. 

IMG_1857Jednoznacznej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule posta oczywiście nie ma. Gdyby był to bym się nie bawił w pisanie całego tekstu na ten temat. A odpowiedz zależna jest od naprawdę sporej liczby czynników. I żeby było jasne, nie zamierzam się tym tekstem „wybielać” czy w jakiś inny sposób usprawiedliwiać, czy też przedstawiać w lepszym świetle. Po prostu chciałbym Wam pokazać jak to wygląda z mojej perspektywy. Jeśli ktoś z Was miał inne doświadczenia to nie krępujcie się zostawić swojego komentarza. No i jestem ciekaw doświadczeń nie tylko ojców, ale także mam.

Jak to już pisałem w jednym z wcześniejszych postów początkowo bardzo optymistycznie podchodziłem do tematu biegania po narodzinach córki. Wydawało mi się, że bez problemów pogodzę pomaganie żonie przy „obsłudze” Oli, pracę zawodową, inne zajęcia domowe bawienie się z córką no i treningi i starty. Życie w tym przypadku było bardzo brutalnym weryfikatorem…

„Obsługa” córy i zabawa. Cóż. Zajmowanie się dziećmi (od strony nazwijmy ją technicznej) nie różni się specjalnie w zależności od bąbla. W naszym przypadku, malutka żywi się do tej pory tylko zawartością piersi małżonki, więc sprawa jest jeszcze w tym zakresie uproszczona. Asia zajmuje się małą kiedy mnie nie ma, no i na nią spada każde karmienie. Kiedy wracam z pracy to zdarza mi się oczywiście przewijać, przebierać. Do tego dochodzi kąpiel. Poza tym jeszcze np. lulanie, kiedy mamy protest przed snem.

IMG_1805Ale nie zawsze jest hardway. Mamy też czas zabawy. Kiedy humor dopisuje, ćwiczymy sobie na brzuszku i takie tam inne rozrywki. W tygodniu niestety jest tego niewiele, kiedy wrócę, zjem, zaraz okazuje się że już trzeba kąpać i spać. Może ze dwie godziny, raczej nawet półtorej. Staram się nadrabiać w weekendy. Wtedy jakiś spacer uda się dorzucić, trochę bardziej odciążyć Asię. Ale za wiele też tego nie ma.

Zajmowanie się domem. Sprzątanie samo się nie zrobi. Asia na cały etat zajmuje się małą, więc ostatnio to głównie moje zadanie. Podobnie zakupy. A to zabiera czas czy z weekendów czy popołudni w ciągu tygodnia. Nie wspomnę już o takich pracach jak koszenie trawy, czy innych koło domu. Na nie muszę wygospodarować czas z weekendów. W tygodniu raczej nie ma na nie już czasu.

Praca. Główny konsument mojego czasu. Tak się akurat ostatnio złożyło, że konsumowała nawet więcej czasu niż zwykle. Bardzo wczesne wychodzenie z domu, czasem też konieczność późniejszego powrotu. No i tak mijały ostatnio dni.

Trening. Starty. Wcześniej wyglądało to tak, że treningi w tygodniu wykonywałem zaraz po pracy, jeszcze w Wawie kiedy Asia już nie pracowała, a Oli jeszcze nie było, albo zaraz po powrocie do domu, kiedy Asia jeszcze jeździła ze mną. Aaaaa… Bardzo ważne. Mieszkamy pod Warszawą więc codziennie od minimum półtorej do średnio dwóch godzin spędzam na podróży do i z pracy. Jeśli dochodzą zakupy to jeszcze dłużej. Wracając do treningów. W weekendy robiłem trening kiedy chciałem. Rano, wieczór. Nie miało to znaczenia.

Od kiedy pojawiła się Ola wszystko się zmieniło. Nie miała tu znaczenia obowiązkowość czy konieczność zajmowania się córką. Ja po prostu chciałem i nadal chcę się nią zajmować! To coś wspaniałego i niesamowitego gdy widzisz jak dzień po dniu ta zależna od ciebie istotka rośnie i zmienia się. Żadne podbiegi czy interwały nie są w stanie mnie od tego odciągnąć 🙂 . Tak już mam. Zdarzyło mi się już usłyszeć, że jestem jak na faceta ponadprzeciętnie zaangażowany. Dla mnie to akurat coś naturalnego, nie wiem, może inni ojcowie mają inaczej. A może to też zależy na ile pozwalają im ich żony. Bywa różnie. U nas jest tak jak to opisałem – ile tylko mam czasu, inwestuję go w córę.

W tygodniu mógłbym biegać jedynie po wykąpaniu i uspaniu małej czyli po 20:00. Rano IMG_1720odpada, bo już teraz wstaję zaraz po 5:00, bo tak wcześnie jeżdżę do pracy. W efekcie tak wczesnego wstawania i zwyczajnego zrycia robotą często sam idę spać jeszcze przed 22. Wychodzi przy tym moje duże, niestety, zapotrzebowanie na sen. Treningi w weekend nie są wcale łatwiejsze do wykonania. Jeśli mam coś do zrobienia koło domu wieczorem często nie mam już na niego siły. Rano odsypiam tydzień, nacieszę się małą. Posprzątam. I tak mijają te dwa króciótkie dni.

Widzicie, nie jest lekko. Chciałaby dusza do nieba, ale ciało zwyczajnie zaczęło nie wyrabiać. Najłatwiej było mi w chwilach zwątpienia zrezygnować właśnie z treningów. Ale widać już światełko w tunelu. W pracy powinno się unormować, mała też zaczyna być coraz bardziej przewidywalna. Myślę, że powoli uda mi się wrócić do regularnego biegania. Bo raz na jakiś czas udaje mi się jednak wyskoczyć na małe bieganie albo rower. Ale w takiej skali o wynikach nie ma mowy. Zwyczajnie. Na ten rok był inny cel 🙂 .

IMG_1710Jak widzicie z tego chaosu odpowiedz też nie bardzo wypływa. Jej szukania trzeba zacząć przede wszystkim od tego jak bardzo zaangażowanym ojcem chcecie być. Dalej, na ile sytuacja i żona 🙂 wymagają od was zaangażowania. No i jeszcze czynniki zewnętrzne takie jak praca – to też nie jest bez znaczenia. U mnie wszystko złożyło się akurat na chwilowe odłożenie aktywności treningowej. Ale mam nadzieję, że nie potrwa to już długo.

Starty w tym okresie mają charakter raczej rekreacyjny. Tak będzie za tydzień na połówce im. Kusocińskiego w Błoniu.

Do zobaczenia!

Dodaj komentarz