Co by tu zmajstrować w 2018…?

W poprzednim poście pisałem Wam, że najprawdopodobniej maraton w Poznaniu był moim ostatnim startem w tym sezonie. Ponadto wydaje się, że będzie to mój ostatni maraton na przynajmniej najbliższy rok…. A zatem co dalej?

No właśnie. Co dalej? Nie wyobrażam sobie oczywiście kupienia konsoli i przerzucenia się na sport w digitalu, piwko i czipsy. Chociaż brzmi kusząco…

Nie, to nie dla mnie. Sport oczywiście będzie, ale warunki ex ante jakie aktualnie panują w moim środowisku 🙂 nie sprzyjają działaniom związanym z przebiegnięciem maratonu w założonym czasie. W tym roku przebiegłem maraton dwa razy, ale nie miałem z tego całkowitej satysfakcji. Dla mnie było to „tylko” przebiegnięcie.

Co to za warunki? Spytacie. Wydają się błahe i nieistotne – córka poszła do żłobka. Ale… Dla mnie to po pierwsze wyłączenie możliwości porannych treningów, bo ja jestem tym złym, który odwozi do żłoba ;). Po drugie – powiązane z pierwszym, moje treningi po pracy nie są już tak dobre jakościowo. Jestem zwyczajnie zmęczony. Jestem niby tylko urzędnikiem, ale jednak taka praca ma swoją specyfikę i też potrafi dawać w kość. Po trzecie, skoro trening po południu, to mniej czasu dla rodziny, jeśli miałby być taki jak należy do maratonu. Dlatego mówię pauza.

Nie chcę, żeby ktoś odbierał to jako wymówkę typu, a nie chce mu się to zwala na dzieciaka i pracę. Po części tak jednak trochę jest… Moja doba ma tak jak każda 24h, a ja jeszcze jestem osobą, która potrzebuje sporo snu. Dodając dojazdy do pracy, pracę chęć poświęcenia czasu córce i żonie. Zostaje tego na trening dość mało. I jeszcze takie poboczności związane z rozpoczęciem kariery przedszkolnej przez córkę jak jej ostatnio ciągłe choroby, które dopadają także nas. A do tego nie będę już nawet wspominał o nieprzespanych nocach i nerwówce z tym związanej.

No więc… Maratonu nie będzie. A co będzie? Na pewno będzie więcej treningu wzmacniającego, czyli siłownia. I taki jest plan na zimę. Jeśli zdrowie pozwoli to będzie też basen. Bo będzie też jakiś triathlon. Na pewno Warszawskie Enea 5150 i może jeszcze jakieś inne zawody, ale tylko do 1/4 i olimpijki. Połówka w kolejnych latach. Skoro #tri, to będę też kręcił coś w piwnicy na rowerze. Taki jest plan na zimę. Bieganie będzie na totalnym luzie, raczej bez planów.

Za główny cel na przyszły rok stawiam sobie koronę półmaratonów. Zobaczę jak to wygląda z terminami. Pewnie zacznę od Warszawy, a później zobaczymy. Będziemy uskuteczniać z dziewczynami turystykę biegową. Czy będzie życiówka w półmaratonie? Zobaczymy, może uda się zrealizować jakiś plan, to wtedy spróbujemy.

Ale tak naprawdę główny cel, to trochę popracować nad sobą w obszarach, które zawsze zaniedbywałem. Stabilizacja, wzmocnienie sylwetki, zrzucenie wagi. To chyba będzie nawet trudniejsze niż trening pod dystans. Zastanawiam się nad podjęciem współpracy z trenerem, bo będę potrzebował mimo wszystko systematyki i jakiegoś planu.

Trzymajcie kciuki! I to bardziej za to, żebym się zupełnie nie rozlazł i jednak nie poszedł w tą konsolę ;P.

Dodaj komentarz