Bieg bez historii i historie wokół biegania

Taka ta biegowa wiosna… Bez historii… A przynajmniej historie pojawiają się nie tam gdzie bym tego oczekiwał. Pisałem wam jesienią o planach. Koronie półmaratonów. Zbiórce w ramach #biegamdobrze. Po raz kolejny przekonuję się, ile warte jest planowanie kiedy pojawiają się niezależne od nas do końca czynniki.

Za mną 13 PZU Półmaraton Warszawski. Nie będzie z niego specjalnej relacji, bo i sam start był wybitnie niespecjalny sportowo. Był specjalny bo pierwszy raz zbierałem na pakiet w ramach akcji #biegamdobrze wspierając Fundację Wcześniak. Mam wrażenie, że gdyby nie to, to odpuścił bym ten start. Dlaczego? o tym w dalszej części wpisu.

Czas w granicach przyzwoitości. Przez ponad połowę dystansu biegliśmy sobie z Łukaszem i Tomkiem w tempie konwersacyjnym zwiedzając nową trasę. W okolicy Powiśla złapaliśmy dziewczyny, najpierw Anię, Chwilę później Justynę. Tomek odpadł pierwszy, niedługo później Łukasz pomknął do mety zostawiając mnie w okolicy Łazienek.

01:54:58. W granicy przyzwoitości. Ale nie tak miało to wyglądać. Cały czas ciężko pracowałem przez zimę. Wylewałem poty głównie na bieżni mechanicznej, nie chcąc ryzykować jakiejś infekcji. I niestety chyba ta bieżnia mnie zgubiła… W połączeniu z nieco nadmierną ostatnio wagą doszło do tego, że posypał się achilles. Wypadło kilka ważnych treningów. Zupełny brak biegania przez ponad dwa tygodnie, którego niestety kręcenie na trenażerze nie było w stanie zastąpić.

Tym sposobem forma zaczęła się sypać. Liczyłem, że da się co nieco pozbierać i powalczyć na 10 km w Babicach. Ale… Tej wiosny jeszcze nie chorowałem, więc co. Piszę do was z łóżka! Z gardłem jak pociągniętym drucianą szczotką. Tym sposobem biegową wiosnę mogę już spisać na straty. Jest jeszcze Orlen, w którym miałem prowadzić żonę na mocną życiówkę, ale ona też właśnie kończy chorobę. Więc bieg Oshee polecimy wycieczkowo, o ile w ogóle wystartujemy.

Po jako takim wyleczeniu się biorę się za trening do 5150 Warsaw. Zostały dwa miesiące, może uda się przygotować na tyle aby urwać trochę z ubiegłorocznego czasu. Muszę przede wszystkim wrócić na basen i wskoczyć na rower. Pogoda dopisuje więc może zacznę wychodzić z tego dołka.

Biorąc też pod uwagę jak się posypałem, to walka o koronę półmaratonów już mi nie grozi. Może nieco więcej potriathlonuję. Ale decyzje będę podejmował na bieżąco. Co z jesienią? Decyzji jeszcze nie podjąłem, ale skoro tak się wszystko powywracało do góry nogami, to kto wie, może jednak deklaracja o braku maratonu też okaże się nieaktualna.

Śledźcie moje socialmedia, tam mnie ostatnio zdecydowanie więcej i to tam pewnie nowości pojawią się najwcześniej.

Dodaj komentarz