37 PZU Maraton Warszawski i coś więcej…

Zaczynając od końca, to tak mi się ten weekend pod znakiem Maratonu WarszawskiegoIMG_2192.JPG skończył, że nawet miałem ochotę darować sobie ten wpis. Ale moje perturbacje zdrowotne to nie powód aby rezygnować z opisu tak udanych dwóch dni. Run Blog Fest, Bieg na piątkę. Wszystkie rzeczy wokół maratonu. A zatem od początku…

Jak mieliście okazję przeczytać na moim funpage-u udało mi się otrzymać zaproszenie naIMG_2151-0.jpg imprezę organizowaną przez PolskaBiega we współpracy z Adidas-em czyli na pierwszą edycję Run Blog Fest. W przedmaratońską sobotę otoczony blogerami biegowymi, których mogę co najwyżej podziwiać i próbować naśladować tak pod względem sportowym jak i blogowym, posłuchałem kilku wystąpień, które miały być pomocne w jeszcze lepszym blogowaniu. Cóż… Nie każde z nich wypadło chyba tak jak oczekiwali tego organizatorzy. Ale w sumie dowiedziałem się m.in. jak powinna wygladać współpraca na linii  blogger – marka/sponsor (chyba czas poszukać jakiejś współpracy 😉 ) czy IMG_2150-0.jpgteż jakie nowinki/kanały mogą uatrakcyjnić kontakt z Wami. Jak na pierwszą taką imprezę nieźle. Po usunięciu „chorób wieku dziecięcego” może być naprawdę super. Mam nadzieję, że to nie ostatnie spotkanie zorganizowane w takiej formule. W ramach festu organizatorzy ogłosili też mały konkurs fotograficzny, a w niedzielę był afterek, na którym lało się mnóstwo… koktajli. Na tej części już nie mogłem być, ale filmik z imprezy możecie obejrzeć tutaj.

Spotkania bloggerów spotkaniami. Afterki afterkami. Ale najważniejszym punktem tego weekendu był IMG_2140-0.jpgoczywiście 37 PZU Maraton Warszawski. Szczególny bo po raz ostatni z metą na płycie Stadionu Narodowego. Było też oczywiście spore expo, ale tym razem akurat niczego nie kupowałem. Dobrze zorganizowane biuro zawodów, które odwiedziłem jeszcze przed festem. Było też oczywiście sporo ludzi. To fajnie. Szczególnie, że takie imprezy nabierają coraz bardziej IMG_2168-0.jpgrodzinnego charakteru, a co za tym idzie część imprez towarzyszących dedykowana jest najmłodszym biegaczom. Już nie mogę się doczekać kiedy moja mała biegaczka będzie mogła pobiec w takim dajmy na to Biegu Bąbla 🙂 .

Co do samego miejsca. Wiele głosów narzeka, że już nie będzie mety na narodowym. Ja nie. I nie chodzi o to, że jakoś strasznie mi ono wadzi. Chodzi mi raczej o fakt, że to jednak zamknięta przestrzeń, w jakiś sposób ograniczona i pozornie niedostępna. Można IMG_2173.JPGby powiedzieć wręcz, że przez to tylko „wtajemniczeni” brali udział w imprezie. Rodziny i znajomi biegaczy, którzy mieli startować w maratonie czy biegu na piątkę. Pozornie sporo ludzi, ale zawsze mogłoby być ich więcej. Może Pan Dyrektor Marek Tronina ma podobne przemyślenia i np. strefa startu czy mety będą w miejscach bardziej dostępnych dla przypadkowych przechodniów.

Sam bieg maratoński, jak wiecie, w tym roku nie dla mnie. Relacje z niego znajdziecie u co najmniej kilku lepszych ode mnie kolegów blogo-biegaczy ;). Skądinąd jednak wiem, że takie nowinki jak np. sztafeta, sama w sobie ciekawa propozycja, miała sporo niedociągnięć, ale całe szczęście, że powodowały one raczej rozbawienie niż nadmierne zdenerwowanie w strefach zmian. Ja z kolei po raz pierwszy miałem okazję oglądać finisz najlepszego zawodnika. Fajna sprawa, ale jak już pisałem wcześniej, przydałoby się więcej kibiców.

Tata tym razem pobiegł na piątkę. Start za maratończykami. 30 minut po nich. NibyIMG_2177-0.jpg wszystko wiadomo, ale jakież było moje zdziwienie i skostnienie gdy ubrany na bardzo krótko osłonięty jedynie folią wyłoniłem się spod stadionu zmierzając na start. Krótko mówiąc. Masakra. Zmarzłem niemiłosiernie, nawet rozgrzewka niewiele tu wniosła, bo na błoniach stadionu po prostu okropnie wiało! No ale w końcu pobiegłem. Trasa wokół stadionu, płaska z jednym nieco większym podbiegiem przed samym stadionem. Dałem z siebie wszystko, co zostało po urlopie i ubiegłotygodniowym ForestRun. Na niewiele się to zdało. Skończyło się na aspirynie w domu i wyniku zbliżonym do życiówki, ale jednak gorszym. Meta na stadionie narodowym niewiele pomogła. Przywołuje to w głowie jedną myśl. Pora na CUD. Czyli po prostu Czas rUszyć Dupę i wrócić do treningów.

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś. Do kolejnego napisania!

Dodaj komentarz